W tym tygodniu Lineout.pl diggs z małym opóźnieniem ale już spieszę z wytłumaczeniem. Otóż cały tydzień nasza ekipa bujała się po Polsce z Lando Kalem w ramach imprezowego cyklu Music of the future - 3 dni dj'skich setów, setki przepalonych kilometrów i .. w ten sposób rubryka ląduje dopiero w poniedziałek. Żeby Wam to nieco wynagrodzić a przy okazji uczcić moment - dziś w Diggs muzyczne opus magnum naszego bohatera i nieco blogowych wspominek dla tych którzy byli i dla tych którzy powinni żałować. Zapraszam.
Piątek - jak mówi stare porzekadło - "tygodnia koniec i początek". Dla nas ten tydzień zaczął się właśnie tego dnia od jak zwykle męczącej, samochodowej podróży do WWA (przy okazji po 3 dniach jeżdżenia po Polsce samochodem stwierdzamy - nie, Polska nie jest gotowa na Euro). Żeby być sprawiedliwym trzeba powiedzieć że było jednak wesoło bo mnie i Pawłowi "Naphta" Klimczakowi towarzyszył w podróży Poochini vel. człowiek stojący za Future-bass.pl czy My head is dubby a dotarcie do 1500m2 i pierwsze zmixowane przez Kacpra z Must not sleep takty zrekompensowały nam trudy wuajaży.
Potem było tylko lepiej - na szybkości zainstalowaliśmy się w wyznaczonym miejscu, odrobiliśmy swoje Pvre Goldowe sety (sądząc po reakcjach publiki - jak należy) i pozostało nam już tylko korzystać z uroków open baru na backstage'u i muzyki techno serwowanej przez Lando Kala (mimo wszystko Robag Wruhme i DJ Koze nie powalili nas swoim 7 godzinnym mixem na łopatki). W tym miejscu należą się wszystkim podziękowania i pozdrowienia - zwłaszcza dla organizatorów - Bshosa, ekipa Music of the Future, redakcja Lineout.pl, Maciek ze Space, Ladies i wszyscy, których spotkaliśmy w piątkową, warszawską noc.
Parę godzin snu później odpaliliśmy Gold-mobil (i nie tylko) i wyruszyliśmy w dalszą drogę. Szybka dygresja - autostrada do Poznania jest spoko ale kosztuje 39 złotych i trzeba się zatrzymywać na trzech rogatkach wtf?? Anyway na miejsce, do Cafe Mięsnej dotarliśmy o przyzwoitej godzinie, zostawiliśmy sprzęt i podjęliśmy decyzję o krótkim "kick back and relax" na Malcie u znajomego Naphty (pozdrowienia i podziękowania dla Piotrka! P.S. czekam na mojego, obey'owego tisa ;) ). Parę skrętów dalej i jesteśmy spowrotem w Cafe Mięsna, gdzie jak się okazuje publika jest skrajnie spragniona slomo house'wych sztosów więc lecimy hitami - Danny Daze i Axel Boman "robią robotę" a w międzyczasie klub wypełnia się co raz bardziej. Kończymy seta i na miejscu zjawia się Sebol.com.pl - szybko znajdujemy wspólne płuco i wracamy na dolną salę posłuchać Lando. Ku naszemu zdumieniu gra jeszcze lepiej niż dzień wcześniej, publika szaleje, niskie częstotliwości wybijają rytm i tylko małe kłopoty techniczne (bez nich nie byłoby adrenaliny!) na chwilę przerywają zabawę. Z publiki słychać niepochlebne głosy "laptop dj!", które po ustaniu kłopotów technicznych ewidentnie motywują Lando, który chce pokazać, że nie jest byle jakim gościem z komputerem który wciska play a pełnowymiarowym, live-actowym graczem. Berliński gość daje z siebie dosłownie wszystko - mixuje, remixuje, edytuje, dodaje efekty, wrzuca sample, czaruje publikę przez następną godzinę. Punktem kulminacyjnym i zarazem znakiem pod którym stoi cały weekend zostaje, zaserwowane pod koniec, autorskie Further w jeszcze lepszej wersji niż ta ktorą możecie posłuchać powyżej.
Niedziela to już totalne wariactwo - wracamy do Wrocławia gdzie pod naszą nieobecność Zupa Shop wraz z Hodowcami Zabawek i street artową śmietanką Wrocławia chillują się z przybyłymi na miejsce fanami designer toys w ramach Re-openingu sklepu. Szybki montaż sprzętu i zaprawieni po dwudniowym graniu wrzucamy laidbackowe tune'y i cieszymy rodzinną atmosferą. Pojawia się też Futher, ale to już jednak nie to samo. Magia trasy zostaje gdzieś na dziurawych, polskich drogach a my wracamy do rzeczywistości. Było pięknie, a teraz - byle do następnego weekendu!
Tenisufki polecają
Komentowanie wyłączone