
Lubicie techno? Ostatnio Paweł "Naphta" Klimczak zwrócił uwagę na ciekawą rzecz - o tyle o ile w podstawówce ew. liceum (jeśli to czytasz i jesteś z okolic mojego rocznika - 86' - a masz tak samo do dziś to mam złą wiadomość - trzeba w końcu dorosnąć!) na pytanie czego słuchasz wypadało odpowiedzieć "wszystkiego prócz hip-hopu i techno" o tyle teraz na tak samo postawione pytanie ja, cała redakcja Lineoutu i sporo innych osób musiałoby odpowiedzieć "właściwie tylko hip-hopu i techno". Zabawne ale prawdziwe. No może nie do końca, bo przecież z dużym zamiłowaniem oddaję się też audio-lekturze płyt takich zespołów jak np. Wavves (o czym zresztą więcej w przyszłym tygodniu!). Anyway wtedy myśląc techno miało się na myśli raczej ATB, myśląc hip-hop - Ice Ice baby. O tym, że rap to nie tylko spodnie MC Hammera i flat topy na głowie pewnie wszyscy już wiedzą, za to zdjęcie ciążącego na techno odium głupiej muzyki to już sprawa dużo gorsza...
Na dobry początek warto wiedzieć, że techno gdzieś tam kiedyś tam zaczęło się w Detroit z fascynacji płytami Kraftwerk i Afryką Bambaatą, potem rozpełzło po świecie pod milionem postaci (w tym i nieślubnego, ale bardzo popularnego w Polsce dziecka - trance'u. Który znowuż nie jest też taki zły, pod warunkiem, że do robienia go nie zabierają się ludzie pokroju Roberta M) by w końcu powrócić do swoich korzeni pod dwojaką postacią. Pierwsza z nich to revival brzmień acid, o którym już jakiś czas temu pisałem, a który odnosi się do swojego protoplasty poprzez instrumentarium (roland 909, 303 itd). Druga z odmian to industrial techno (tzw.), które obok hybrydy house'u spod znaku deep i slomo jest chyba obecnie najpopularniejszym gatunkiem m.in. w berlińskich klubach (tj. stolicy muzyki elektronicznej w Europie), a swoich techno-korzeni upatruje w zaprojektowanych do poruszania masami ludzi w industrialnych przestrzeniach, głębokich brzmieniach basu, samplach rodem z fabryki i hiper-energii wytwarzanej przez stopniowe budowanie napięcia w kawałkach (a te średnio dobijają długością do 10 minut).
Nie będe Was jednak zanudzał technocznymi szczegółami, nie chcę też nikomu udowadniać, że techno nie jest głupią muzyką. Nie muszę przecież tego robić, to już stało się samo w momencie, w którym kompozycje starych mistrzów spod znaku Detroit techno zostały przeranżowane na modłę muzyki klasycznej, Aphex Twin zagrał wspólnie z Pendereckim itd. itd. Innymi słowy - yeah dude - it already happend - techno jest powszechnie uznawane i nie ma co się zżymać, ani udowadniać tego po raz kolejny.
Warto jednak wiedzieć, że w tym drugim, opisanym nurcie, o który czasem zahaczali niegdyś Autechre czy przywołany już Richard D. James, jest też sporo crappu - czemu nie przeczę. Oczywizmy i łatwizna szerzą się dlatego czasem łatwo atakować bezbronne poza swoim naturalnym, fabrycznym środowiskiem techno. Nie jest zresztą trudno pomylić się i znaleźć nie-fajne techno - stąd dzisiejszych diggs, bo wbrew pozorom wyszukanie niegłupiej, industrialnej muzyki w rytmice 4x4 nie jest wcale łatwe.
Na szczęście by odnaleźć się w tym gąszczu, macie mnie a ja mam dla Was kompas wskazujący drogę poprzez gąszcz popeliny. Jeśli więc chcecie odbyć tego tripa to zacznijcie najlepiej od singapurskiego mistrza Xhina, którego kawałek Vent wklejam powyżej. Koniecznie sprawdźcie też resztę fenomenalnych wydawnictw labelu Stroboscopic Artefacts (siódme miejsce na liście labeli, w podsumowaniu prestiżowego Resident Advisor), zajrzyjcie do katalogu wytwórni Figure no i oczywiście nie zapomnijcie o bardziej przystępnych brzmieniach (od których zaczęła się moja fascynacja) Blawana i Objekta. Mam nadzieję, że ta podróż oddali Was od podstawówkowego obrazu techno=ATB i przybliży Wam nieco tę fajną stronę mrocznego, klubowego brzmienia. Techno da się lubić i jeśli uda się dogrzebać do dobrego stuffu - nie jest głupie!
Jędrek Jendrośka










Tenisufki polecają
Komentowanie wyłączone